Warriors i Raptors – lekceważone serca mistrzów

Finaliści NBA, zespoły Raptors i Golden State, mają bliźniaczą sytuację – utraciły swoje największe gwiazdy i są powszechnie niedoceniane. Tym czasem ich graczem mają teraz mnóstwo od udowodnienia i obie drużyny w nowym sezonie bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Słowa legendarnego trenera Houston Rockets, Rudy’ego Tomjanovicia „Never underestimate the heart of a champion” idealnie pasują do sytuacji mistrzów obu konferencji poprzedniego sezonu. Zarówno Golden State Warriors, jak i Toronto Raptors są ogromnie niedoceniani przez większość ekspertów przed startem nowego sezonu NBA.

Niektórzy typują nawet, że Warriors nie zakwalifikują się do playoffs, a Raptors będą mieć z tym olbrzymi problem! Oba zespoły są w bliźniaczej sytuacji. Stracili swoich najlepszych graczy, czyli Kawhiego Leonarda (Raptors) i Kevina Duranta (Warriors). Dodatkowo, Wojownicy będą sobie musieli radzić bez Klaya Thompsona przez większość sezonu, ze względu na kontuzję kolana, której doznał w czerwcowym finale NBA. Jednak uważam, że typowanie aż tak słabych wyników tych drużyn jest mocno przesadzone.

Golden State Warriors

Po pięcioletnim panowaniu w lidze przyszedł czas, kiedy Wojownicy nie są już murowanym kandydatem do tytułu mistrzowskiego. Brak Duranta i Thompsona (do marca) powoduje, że to pozostali dwaj liderzy będą musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, aby poprowadzić ten zespół do playoffs. Steph Curry i Draymond Green stają przed wyśmienitą szansą, aby raz na zawsze uciszyć niedowiarków.

Dalej słychać wiele opinii, że Curry nie jest aż tak dobry, jak kreują go media, a Green w innym zespole byłby tylko solidnym zawodnikiem i nie otarłby się nawet o All Star Game. Obaj doskonale zdają sobie sprawę, że to na ich barkach spoczywa sukces drużyny w tym roku. Wiedzą, że będą musieli grać na maksimum możliwości w każdym spotkaniu. Nie mogą sobie pozwolić, aby niektóre mecze sezonu regularnego lekko odpuszczać, jak to bywało w poprzednich latach. Dlatego spodziewam się niesamowitej formy jednego i drugiego.

Uważam, że Curry powalczy w tym roku o statuetkę MVP i króla strzelców, a cała gra będzie się kręcić wokół niego. Natomiast Green jest, według mnie, murowanym kandydatem do zdobycia nagrody za najlepszego obrońcę sezonu. Intensywność i pasja, z jaką zamierza grać w każdym meczu, będzie na poziomie tej z playoffs, bo tego tej ekipie potrzeba, aby liczyć się w walce o czołowe miejsca na zachodzie NBA

D’Angelo naprawdę się przyda

Świetna gra liderów to tylko jedna z kwestii, która przemawia za dobrymi wynikami Warriors. Dodajmy, że w lecie zostali wzmocnieni przez D’Angelo Russella, czyli wschodzącą gwiazdę ligi. Dla wielu był to zaskakujący transfer. Jednak jego umiejętności mogą bardzo pomóc Wojownikom, zwłaszcza do momentu powrotu do zdrowia Thompsona.

Jest to gracz lubiący mieć piłkę w swoich rękach przez większość czasu trwania akcji. Będzie musiał się wkomponować w styl gry drużyny prowadzonej przez Steve’a Kerra, polegający na płynnym ruchu piłki i szukaniu najlepiej ustawionych partnerów. Nie powinien to być dla niego żaden problem, a jego współpraca z Currym okaże się niezwykle efektywna. Obaj są świetnymi strzelcami, zarówno po koźle, jak i w sytuacjach catch&shoot. Dodatkowo potrafią doskonale asystować.

Będą wymiennie grać na pozycjach 1-2, co spowoduje lekki zamęt w obronie przeciwnika. Dzięki posiadaniu tego typu gracza, jakim jest Russell, nie powinno być sytuacji (jak w finale NBA przeciwko Raptors), gdzie przeciwnicy kryją Curry’ego indywidualnie (tzw. obrona box-and-one)

Przed trenerem Kerrem otwierają się zupełnie nowe możliwości gry w ataku. Jestem podekscytowany, jak sobie poradzi ze wkomponowaniem byłego gracza Brooklyn Nets i spodziewam się wyśmienitych efektów.

Jak uratować obronę?

Ostatnią przyczyną, z powodu której eksperci nie widzą Warriors w czołówce Zachodu, jest strata weteranów i brak jakości w defensywie. Ciężko się nie zgodzić, że brak Livingstona, Iguodali, Duranta i Thompsona źle wpłynie na grę obronną mistrzów Konferencji Zachodniej. Nie licząc Greena i Looneya, byli to najlepsi obrońcy, a dodatkowo ich parametry pozwalały na przekazywanie krycia w obronie. To chyba największe wyzwanie, przed jakim stoi ekipa Warriors. Jak załatać te dziury?

Nie jest to proste zadanie, ale zarząd klubu zrobił wszystko, aby sprowadzić do zespołu graczy, którzy nie spowodują drastycznego spadku, jakości obrony. Zwłaszcza Glenn Robinson III i Willie Cauley-Stein powinni być solidnymi wzmocnieniami. Obaj mają swoje ograniczenia, ale dostaną jasno sprecyzowane role w drużynie.

Robinson na pewno zostanie oddelegowany do krycia najgroźniejszych rywali z pozycji 2/3. A Cauley-Stein będzie miał za zadanie podnosić intensywność gry po wejściu z ławki. Graczem pierwszej piątki na pozycji środkowego nie będzie, bo to miejsce zarezerwowane dla Looneya, który jest jednym z lepiej broniących centrów w lidze. Jego sprawność i możliwość przejmowania krycia na obwodzie jest w tej chwili nieoceniana dla Wojowników.

Wszelkie dziury będzie się starał łatać Draymond Green. Jednak brak idealnych wykonawców do gry „switching defense” stanowi wyzwanie. Dlatego spodziewam się sporych wstawek obrony strefowej, zwłaszcza przeciwko silniejszym i bardziej atletycznym drużynom. Wojownicy muszą skopiować obronę Mavericks, którzy od lat nie są najlepszą fizycznie ekipą w lidze, ale sprytem i mądrością w obronie potrafią przysporzyć sporo kłopotów przeciwnikom

Zgodzę się, że poziom obrony Warriors w tym roku nie będzie, aż tak wysoki, jak w poprzednich latach. Ale na pewno nie będzie on tak słaby, jak niektórzy typują.

Toronto Raptors

Podobnie jak Warriors, mistrzowie NBA też doznali bolesnej straty podczas tegorocznego off-seasonKawhi Leonard zdecydował się wrócić w rodzinne strony i zasilić szeregi LA Clippers. Właśnie z tej przyczyny, niektórzy wieszczą koniec panowania Raptors na Wschodzie i zaledwie walkę o playoffs, albo nawet wejście w fazę przebudowy.

Jednak cały, pozostały trzon mistrzowskiego składu został w Kanadzie. Teraz to ma być drużyna Pascala Siakama. Młody Kameruńczyk, rok temu został wyróżniony statuetką MIP za największy postęp w lidze. Teraz zostaje wrzucony na jeszcze głębsze wody i ma zostać twarzą organizacji Raptors na lata.

W składzie mamy jeszcze kilku młodszych zawodników, którzy z roku na rok robią postępy i są „wychowankami” systemu Toronto. Fred Van Vleet, Norman Powell i OG Anunoby, to oni, do spółki z Siakamem, mają być głównymi postaciami w drużynie. Patrząc na to, jak się rozwijają z roku na rok i to, jak Raptors wprowadzają do swojego składu kolejnych młodych graczy, jestem spokojny o przyszłość tej organizacji.

Nie zapominajmy, że Marc Gasol, Kyle Lowry i Serge Ibaka nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. To nie są gracze, którzy po wygraniu mistrzostwa osiądą na laurach. Mają gen zwycięzcy we krwi, a że teraz są skreślani, tylko powinno dodać im motywacji i ognia w grze.

Nie uważam, że ten zespół rozpadnie się po stracie Leonarda. On po prostu przejdzie małą transformację i dalej powinien być znaczącą siłą w konferencji. Sytuacja graczy Raptors jest bliźniacza do tej Greena i Curryego. Też mają coś do udowodnienia światu, że nie byli tylko dodatkiem do popisów Leonarda, ale bardzo istotnymi elementami, bez których nie byłoby mistrzostwa.

Wciąż będą świetnie bronić

Oprócz wewnętrznej motywacji sportowej każdego z graczy Toronto jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik, który wg mnie stawia ich w czołowej trójce Wschodu. Mianowicie to ich obrona, która od lat jest na wysokim poziomie. Po przyjściu Marca Gasola wzniosła się na jeszcze wyższy, jak się okazało – mistrzowski level.

Jasne, że Leonard to jeden z najlepszych bądź może nawet najlepszy, obrońca na świecie. Jednak zastąpienie go takimi graczami jak Stanley Johnson i Rondae Hollis-Jefferson nie powinno spowodować rażącego spadku jakości po tej stronie boiska. Obaj są czołówką w lidze, jeśli chodzi o sytuacje 1 na 1 w defensywie. Ich siła, szybkość i warunki fizyczne są fantastycznym dodatkiem do drużyny. Wiadomo, że w ataku są mocno ograniczeni, ale posiadanie takich graczy spowoduje tylko wzrost intensywności gry.

Ta drużyna wygląda świetnie pod względem atletycznym. Siakam, Anunoby, Powell, Johnson, Hollis-Jefferson to wszystko są gracze mogący kryć praktycznie każdą pozycję na boisku. Dodajmy do tego inteligencję weteranów i świetnego trenera Nicka Nurse’a, a mamy do czynienia z prawdziwą bestią defensywną. Myślę, że mało który zespół będzie miło wspominał mecze z Raptors.

*
Tak, obie drużyny mają swoje wady i problemy. Zostały pozbawione największych gwiazd, ale dalej jest tutaj mnóstwo jakości. Zwłaszcza motywacja liderów i organizacja gry obu ekip powinny robić w tym sezonie znaczącą różnicę na plus.

Zupełnie nie zgadzam się jednak, że będą to słabe zespoły, które nie awansują do playoffs (Warriors), albo będą mieć z tym duży problem (Raptors). Wojownicy na pewno bardziej skupią się na dobrej egzekucji w ofensywie, a Dinozaury w defensywie i myślę, że utrą nosa niedowiarkom. Osobiście typuję Warriors do top 6 na Zachodzie, a Raptors do top 3 na Wschodzie. I pamiętaj: „nigdy nie lekceważ serca mistrza”!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *