Giganci Wschodu – kto jeszcze potrzebuje transferu?

Drużyny aspirujące do mistrzostwa mogą już od 15 grudnia szukać wzmocnień na najważniejsze mecze sezonu. Sprawdzamy, kto ma luki w składzie i na jakich pozycjach potrzebuje pomocy. Na początek czołówka Konferencja Wschodnia!

W tym sezonie grono ekip aspirujących do mistrzostwa jest naprawdę spore. Nie mamy jednego zdecydowanego faworyta, jak przed laty i to jest piękne! Dlatego postanowiłem się przyjrzeć zespołom, które mają największe szanse na występ w finale NBA.

Milwaukee Bucks

Kozły idą przez sezon zasadniczy jak burza. Ostatnie efektowne zwycięstwo z Lakers pokazało, jaki drzemie w nich potencjał. Jeśli Giannis będzie w stanie regularnie trafiać za 3, to cała liga będzie żyć w strachu przed nimi.

Jednak jest jeden mankament, który wg mnie może przysporzyć spore problemy w playoffs. Brak drugiego kreatora, kogoś takiego, kim był Malcolm Brogdon. Tutaj widzę największą piętę achillesową Bucks. Dlatego uważam, że powinni się zastanowić nad transferem Jrue Holidaya z Pelicans.

Zawodnik w swoim prime, który marnuje się w słabym zespole. Świetny obrońca, potrafiący samemu wykreować pozycje do rzutu, ale też bardzo inteligentny i zespołowy zawodnik. Idealnie pasowałby do tego zespołu.

Niestety jego transfer wiązałby się z oddaniem któregoś z młodych graczy plus Erica Bledsoe. Jednak uważam, że Holiday jest klasę lepszym graczem niż aktualny gracz Bucks i to małe ryzyko jest warte próby, która może się bardzo opłacić w playoffs. Dodatkowo Bledsoe w playoffs zwykle grał poniżej oczekiwań i jest to dodatkowy argument za tym transferem.

Philadelphia 76ers

Zespół Bretta Browna na razie gra w kratkę, jednak nie można lekceważyć potencjału, jakim dysponują. Defensywny potwór mający spore problemy w ataku pozycyjnym, tak można określić tą ekipę.

Ostatnie pojedynki z Dallas i Miami uświadomiły nam po raz kolejny, jak ważny jest spacing i dobra gra przeciwko strefie. Dlatego 76ers potrzebują pilnego wsparcia od strzelców! Mam kilka pomysłów, kto mógłby im pomóc.

Po pierwsze, powrót JJ Redicka, który podobnie jak Holiday, traci czas w Nowym Orleanie. Wiemy, jak doskonale wyglądała jego współpraca z Embiidem w poprzednich sezonach. Dlatego uważam, że bardzo szybko wkomponowałby się do składu. Jedynym problemem jest jego wysoki kontrakt. GM Sixers musiałby znaleźć jeszcze trzeci zespół, który pomógłby dopiąć wymianę, aby finanse się zgadzały.

Kolejnym zawodnikiem jest również były gracz 76ers, Robert Convington. On dodatkowo jest świetnym obrońcą i z całą pewnością połowa ligi będzie próbowała namówić Timberwolves, aby zgodzili się go oddać. Sixers mogliby zaproponować w zamian jednego ze swoich młodych perspektywicznych graczy i Mike Scotta.

Ostatnim moim pomysłem jest transfer Davis Bertansa z Wizards. Fenomenalny strzelec z Łotwy rzuca prawie 4 trójki na mecz w tym sezonie! Jego wartość niesamowicie skoczyła w górę i włodarze Wizards będą mogli próbować otrzymać w zamian kilku młodych graczy, a takimi dysponują Sixers.

Wszystkie te transfery są bardzo potrzebne, aby liczyć się w walce o mistrzostwo. Ponieważ braki rzutowe mogą okazać się bardzo bolesne w najważniejszych meczach sezonu. Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest Davis Bertans, ale zobaczymy, czy Wizards będą skłonni go oddać.

Boston Celtics

Zawodnicy Brada Stevensa grają świetnie i widać, że duch zespołu odżył, odkąd wymienili Irvinga na Walkera. Świetny atak jednak to będzie za mało, aby odnosić sukcesy. Tutaj największą bolączką jest zdecydowanie zbiórka i obrona kosza.

Enes Kanter, Daniel Theis i Robert Williams grają nieźle, ale to zbyt słabi gracze, aby mogli być podstawowymi centrami w drużynie o mistrzowskich aspiracjach. Dlatego widzę dwa rozwiązania. Pierwsze to gra „all in” w tym sezonie, czyli Andre Drummond.

Pistons spisują się bardzo słabo, a ich center już zapowiedział, że w lecie przetestuje rynek i wybierze najlepszą opcję dla siebie. Dlatego mogą być skłonni wymienić go, aby nie zostać z niczym. Cena byłaby prawdopodobnie wysoka i Boston musiałby się pożegnać z kimś z dwójki Hayward/ Brown, ale jeśli chcą w tym roku powalczyć o mistrzostwo, to ryzyko może się opłacić. (Co ciekawe, Drummond ostatnio polubił tweeta odnośnie jego transferu właśnie do Celtics).

Natomiast drugą opcją jest znów zawodnik Pelicans, Derrick Favors. Od lat słynie ze świetnej defensywy i walki o zbiórki. Według mnie, idealnie pasowałby do Bostonu. Jest on bardzo inteligentnym graczem, a dodatkowo nie sprawia kłopotów i podporządkowuje się dobru drużyny. Co istotne Celci nie musieliby oddawać żadnej ze swoich gwiazd, wystarczyłaby paczka z kilku młodych graczy lub picków w drafcie, aby finanse się zgadzały.

Oba te ruchy wiążą się z jednym ryzykiem. Zarówno Drummond, jak i Favors mają ważne kontrakty tylko do końca tego sezonu. Dlatego nie jestem pewny, czy Celtics zdecydują się na jakieś gwałtowne ruchy. Chociaż moim zdaniem, aż żal byłoby nie spróbować, wiedząc, że droga do NBA Finals stoi w tym roku otworem.

Miami Heat

Chyba największa niespodzianka tego sezonu. Nikt się nie spodziewał, że Miami będzie aż tak dobre pod wodzą Jimmy’ego Butlera. Ten zespół świetnie do siebie pasuje i nikt nie będzie chciał na nich trafić w playoffs. Jednak żeby marzyć o tytule potrzebują jeszcze więcej utalentowanych graczy.

Po głowie chodzą mi dwa nazwiska, które idealnie pasowałyby zarówno pod względem koszykarskim, jak i tym charakterologicznym. Jrue Holiday i Marcus Morris.

Pierwszy z nich pasuje praktycznie do każdej drużyny walczącej o mistrzostwo, ale w Heat odnalazłby się idealnie. Etyka pracy, wszechstronność i elitarna obrona to są cechy, za które ceni swoich kolegów Jimmy Butler. Tak właśnie można opisać Holidaya, który na pewno ma większe ambicje niż gra o nic z młodzieżą w Nowym Orleanie.

Prawdopodobnie Miami musiałoby poświęcić Gorana Dragicia i jakiegoś młodego gracza lub pick w drafcie, ale pozyskaliby gracza na 4 lata w swoim prime idealnie pasującego do drużyny.

Podobnie sprawa ma się z Morrisem. Jest to walczak i bardzo dobry strzelec trzypunktowy, który marnuje się w słabych Knicks. Dodatkowo jest w stanie kryć najlepszych graczy rywali z pozycji 2-4, co jest bardzo dużym atutem. Na pewno nie ma aż tak spokojnego charakteru, jak Holiday. Wiedząc jednak, że gra o coś i że każdy w drużynie ciężko pracuje na wspólny sukces, nie powinien sprawiać problemów.

Myślę, że Heat mogą spokojnie powalczyć o zatrudnienie obu tych graczy, a wtedy możemy mieć do czynienia z najbardziej zadziorną defensywnie ekipą w lidze. Oj byłoby gorąco na Florydzie!

Toronto Raptors

Mistrzowie NBA pozytywnie zaskakują po utracie Kawhiego Leonarda i walczą o jak najwyższą pozycję przed playoffs. Gdyby nie kontuzje pewnie byliby zaraz za plecami Bucks. Ich gra może się podobać, a defensywa stoi na elitarnym poziomie. Z tym elementem nie będą mieć problemów. Jednak, co zrobić, gdy przeciwnicy odetną od gry Siakama, a Lowry z Van Vleetem nie będą mieć dnia?

Tu potrzeba rasowego scorera, kogoś, kto jest w stanie trafiać seriami. Niestety, Bradley Beal nie jest dostępny w wymianach. Także trzeba poszukać zawodników klasę niżej, czyli np. Evan Fournier lub Danilo Gallinari.

Obaj potrafią być niezwykle groźni w rzutach trzypunktowych i nie potrzebują wiele miejsca do oddania rzutu. Jedynym problem są tutaj finanse i nie wiem, czy Raptors będą skłonni oddać kogoś z dwójki Powell/ Ibaka, aby transfery mogły dojść do skutku.

Opcją mniej budżetową jest Davis Bertans lub Marcus Morris. Tutaj wystarczyłoby oddać któregoś z młodych perspektywicznych graczy plus pick drugiej rundy, a upgrade w ofensywie byłby zauważalny.

Nie wiem, czy Raptors zdecydują się na jakiekolwiek ruchy w tym okienku. W lecie kończą się umowy Lowry’ego, Gasola, Ibaki i Van Vleeta. Pewne jest tylko, że będą chcieli zatrzymać tego ostatniego. Natomiast weterani zwolnią ok. 90 mln$ w budżecie! Także uważam, że Raptors będą bardzo rozważnie działać podczas tegorocznego trade deadline.

Podsumowanie

Tak prezentuje się czołówka Wschodu wg mojej oceny. Dorzuciłbym do tego jeszcze Indiana Pacers, ale musimy poczekać na powrót Victora Oladipo, żeby w pełni ocenić ich potencjał.

Jak widać każda z ekip walczących o awans do NBA Finals ma swoje mankamenty, które będzie chciała zatuszować przed najważniejszą fazą sezonu. Na razie to Bucks wydają się najmocniejsi, ale poczekajmy jeszcze kilka tygodni, bo być może będziemy świadkami jakiejś bomby transferowej, która wywróci nam dotychczasową hierarchię do góry nogami.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *