5 największych niewypałów Draftu NBA ostatnich lat

Wysoki wybór w Drafcie nie zawsze wiąże się z pozyskaniem klasowego gracza. Niestety nawet zawodnicy wybierani z czołowymi numerami nie są gwarantem sukcesów. Czasem ich kariery nie toczą się, tak jak oczekiwano. Przedstawiam Wam top 5 największych pomyłek draftowych w latach 2014-18.

Jako kryterium wyborów założyłem tylko pierwsze pięć picków z wyżej wymienionych lat, ponieważ od tych graczy oczekiwano bardzo wiele i w niektórych przypadkach ich niepowodzenia były spektakularne. Nie brałem pod uwagę zeszłorocznego draftu, bo zawodnicy rozegrali dopiero kilkanaście meczów i jeszcze ciężko ich oceniać.


Tak się złożyło, że w moim rankingu nie znajdzie się też nikt z 2018 draftu, a to dlatego, że cała pierwsze piątka jak do tej pory rozwija się fantastycznie. Sprawdźmy zatem, na kim menagerowie przeliczyli się najbardziej.

5. Jahil Okafor: Draft 2015, pick: 3


Środkowy wybrany przez Filadelfię był częścią słynnego „Trust the Process”. Pokładano w nim wielkie nadzieje, ponieważ jest to nienagannie wyszkolony środkowy, który w ataku ma bardzo szeroki wachlarz umiejętności. Niestety jego forma fizyczna w początkowych latach bardzo utrudniała mu grę w obronie na zadawalającym poziomie. Rok wcześniej włodarze 76ers wybrali Joela Embiida i stało się jasne, że będą musieli zdecydować kogo z tej dwójki zostawić w drużynie (w składzie był jeszcze Nerlens Noel, kolejny młody center).

Postawili na Kameruńczyka, a Okafor musiał od nowa budować swoją pozycję w NBA. Mimo że statystyki zawsze miał przyzwoite to jednak jego braki w defensywie powodują, że w dzisiejszej lidze będzie miał problemy z regularnym graniem. Na razie jest zawodnikiem Pelicans i miewa tam świetne występy, ale jest w rotacji za Derrickiem Favorsem i młodym Jaxonem Hayesem.

Nie sądzę, żeby kiedykolwiek zrobił karierę na miarę tak wysokiego numeru w drafcie. Jednak może być ważnym elementem dobrej drużyny jako gracz wchodzący z ławki, który ma szybko dostarczyć kilka punktów spod kosza, coś na wzór Enesa Kantera.

4. Josh Jackson: Draft 2017, pick: 4


Skrzydłowy wybrany przez Phoenix Suns zaliczył całkiem przyzwoite debiutanckie rozgrywki i został wybrany do All- Rookie Second Team. Niestety zawirowania trenerskie i niedojrzałe zachowanie miały wpływ na jego dalszy rozwój.

W ciągu dwóch sezonów zaliczył, aż 4 różnych trenerów. Także ciężko było mu znaleźć odpowiednią rolę dla siebie w drużynie. Dodatkowo na przeszkodzie stanęły problemy poza boiskowe. Aresztowanie na imprezie oraz ponowne zatrzymanie za posiadanie marihuany pokazały, że jest jeszcze bardzo niedojrzały i włodarze Suns wytransferowali go do Memphis.

Grizzlies oddelegowali go do G-League i dopiero w ostatnich dniach lutego został przywrócony do składu NBA, ponieważ kontuzji doznał Jarren Jackson Junior oraz Brandone Clarke. Josh wykorzystał daną mu szansę i zanotował kilka przyzwoitych występów.

Jeśli dalej będzie ciężko pracował i nie będzie sprawiał problemów wychowawczych, może jeszcze zostać istotną postacią w lidze. Raczej nie będzie to już gracz na miarę pierwszej piątki, ale jako zadaniowiec może zrobić karierę w NBA. Mimo wszystko nie tego oczekiwali Suns, wybierając go tak wysoko w drafcie.

3. Makrelle Fultz: Draft 2017, pick: 1


Wielka gwiazda NCAA, która miała stworzyć nowe Big Three w Filadelfii z Embiidem i Simmonsem. Niestety jego nietypowa kontuzja barku pozbawiła, go świetnego rzutu z wyskoku, czyli jednej z jego głównych broni. Pierwsze dwa lata to nieustanna walka z kontuzją i raptem kilka występów w barwach 76ers.

Dopiero ten sezon daje nadzieje, że to nie będzie spektakularny koniec kariery w NBA. Fultz dostaje regularne minuty w barwach Orlando Magic i wykorzystuje swoje inne atuty, czyli świetny przegląd pola, atletyzm i dobre instynkty obronne. Może stać się solidnym rozgrywającym i obrońcą, ale jeśli dalej nie odzyska regularnego rzutu trzypunktowego, będzie już zawsze wymieniany w gronie największych niewypałów draftowych w historii.

Niestety bycie 1 pickiem w drafcie to często przekleństwo, tym bardziej jak miało się takie predyspozycje do gry w koszykówkę. Mało kto będzie pamiętał, że Fultz zmagał się z bardzo niewdzięcznym urazem i być może już zawsze będzie czuł dyskomfort w prawym barku. Za to każdy będzie pamiętać, że był „jedynką” w drafcie.

2. Mario Hezonja; Draft 2015, pick: 5


Tamten draft obfitował w wiele nietrafionych wyborów, ale to Chorwat był wybrany z aż 5 numerem i do tej pory tylko zawodzi. Przez 4,5 lat w lidze nie wyrobił sobie żadnej umiejętności, która mogłaby go utrzymać w lidze na dłużej.

W tym roku jest wymieniany jako jedna z największych pomyłek transferowych. W Portland bardzo się na nim zawiedli. Mimo kontuzji i braków kadrowych Hezonja nie potrafił wywalczyć sobie regularnych minut, a jak już grał, to wypadał fatalnie. Do ligi przychodził jako przyszła gwiazda NBA. Miał prezentować zabójczy rzut 3 punktowy w połączeniu z atletyzmem, który pozwalał mu bezpardonowo atakować kosz.

Niestety w jego przypadku psychika nie poszła w parze z możliwościami, a braki w obronie i czytaniu gry prawdopodobnie zakończą jego przygodę w NBA po wygaśnięciu obecnej umowy (chyba że ma świetnego agenta). Nie można też powiedzieć, że nie miał szansy się wykazać, ponieważ dostawał regularne minuty zarówno w Magic, jak i w Knicks. Jego statystyki nie są może aż takie złe, ale nie tego oczekiwano, wybierając go w czołówce draftu.

1. Dragan Bender; Draft 2016, pick: 4


Kolejny Chorwat na mojej liście. Moim zdaniem nigdy nie był gotowy na grę w NBA. Powinien spędzić jeszcze 2-3 sezony w Europie i wtedy spróbować swoich sił za oceanem. Włodarze Suns dali się nabrać i zainwestowali w 19-latka, który grał raptem epizody w Eurolidze. Miał być kolejnym Nowitzkim albo chociaż Porzingisem, a wyszło z tego wielkie nieporozumienie.

Bender od samego początku sprawiał wrażenie zagubionego. Fakt, że grał w Phoenix, na pewno mu nie pomagał, bo nie miał się od kogo uczyć. Został wrzucony na głęboką wodę i nigdy nie był w stanie spełnić pokładanych w nim oczekiwań. Nie można mu odmówić umiejętności, ale psychicznie i fizycznie nie był gotowy na wyzwania NBA. Ostatnio został zwolniony przez Bucks i trafił do Warriors. Obawiam się, że jeśli nie utrzyma się w Golden State, to prędko nie dostanie kolejnej szansy.

Według mnie powinien wrócić do Europy. Tam na nowo wyrobić swoje nazwisko i ponownie spróbować angażu w NBA. Już jako ukształtowany, doświadczony gracz, a nie jako nastolatek z wielkimi predyspozycjami. Trochę przypomina mi to przypadek Macieja Lampe, on też powinien trafić do NBA 2-3 lata później, a wtedy spokojnie pograłby w niej kilkanaście lat, bo umiejętności nikt mu nie odmówi. Sam po latach przyznał, że nie był mentalnie gotowy i w tym przypadku jest identycznie.


Honorable mentions:


Dante Exum (nr 5) i Jabari Parker (nr 2) obaj wybrani w drafcie 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *