Toronto Raptors są jeszcze lepsi bez Leonarda?

Mistrzowie NBA mieli być w tym sezonie wyraźnie słabsi po utracie swojej największej gwiazdy. Jednak dzieje się zupełnie inaczej! Ich niesamowita gra spowodowała, że hasło „Never underestimate the heart of a champion” jest jak najbardziej na czasie, a szanse na obronę tytułu są bardziej realne, niż ktokolwiek mógł przypuszczać przed rozpoczęciem się sezonu.

Toronto Raptors kompletnie nie przejęli się stratą swojego lidera. Większość zespołów po odejściu gwiazdy tego kalibru byłaby skazana na regres i powolną odbudowę. To zupełnie nie dotyczy drużyny z Kanady. Oni poprawili się praktycznie w każdym aspekcie gry, dzięki czemu mogą z powodzeniem walczyć o najwyższe cele.

Obrona                  

Osobiście najbardziej imponuje mi ich gra w obronie. Jestem pod wielkim wrażeniem, jak płynnie potrafią przechodzić z jednego rodzaju defensywy, do drugiego. Z własnego doświadczenia wiem, że wymaga to dużego zgrania i wyśmienitej komunikacji całej drużyny, aby móc tak żonglować typem obrony z akcji na akcję.

Głównym czynnikiem, który czyni tę defensywę tak dobrą jest nieustanna presja, jaką narzucają swoim rywalom. Nie chodzi mi tutaj o nacisk na gracza z piłką, ale właśnie o zmuszanie rywali do ciągłego myślenia, w jaki sposób Raptors będą bronić w kolejnej akcji. Czy zmienią na obronę strefową,czy może nagle podwoją gracza z piłką, a może zastosują pressing na całym boisku?

Dla rozgrywającego jest to bardzo niewygodne, gdy rywal ciągle coś wymyśla i zmusza do „czytania”, co akcję innego rodzaju obrony. Dzięki temu Toronto wprowadza wiele chaosu w poczynania swoich rywali i wymusza straty lub rzuty z nieprzygotowanych pozycji.

Dodajmy do tego niesamowitą intensywność, rzadko spotykaną w sezonie zasadniczym, z jaką gra cała drużyna i będziemy mieć odpowiedź, czemu Raptors są w czołówce każdej klasyfikacji defensywnej.

2 msc. DEF RTG: 104.5

2 msc. w przechwytach: 8.8

2 msc. w punktach przeciwnika z pola 3 sekund: 41.8

1 msc. w „deflections”: 17.4 (!)

To tylko niektóre ze statystyk, ale dają nam obraz, jak świetnie funkcjonuje obrona mistrzów, która jest głównym czynnikiem ich świetnej formy.

Głębia składu

Warto zwrócić uwagę, że Raptors zagrali wiele spotkań bez swoich podstawowych graczy. Gasol, Lowry, Siakam, Ibaka, Van Vleet, Powell,każdy z nich ma już przynajmniej 10 opuszczonych meczów! Mimo to zawsze znajduje się ktoś, kto jest w stanie „wejść w buty” kontuzjowanego kolegi. Jedynym graczem, który zagrał w każdym meczu, jest niewybrany w drafcie rookie Terence Davis!

Raptors są przykładem, jak powinno się kształtować młodych graczy i wdrażać ich do zespołu. Dzięki temu tak świetnie sobie radzą podczas absencji swoich kluczowych zawodników.

Postęp, jaki po odejściu Leonarda zrobił młody trzon drużyny,jest bardzo widoczny. Siakam, Van Vleet, Anunoby i Powell dostali więcej swobody w ataku i odpowiedzialność za wyniki. Każdy z nich czekał na swoją szansę wykazania się w większej roli i gdy ta okazja nadeszła, wykorzystał ją.

Raptors już kształtują sobie następnych zawodników, gotowych pomóc im w odnoszeniu sukcesów w przyszłości. Wspomniany Davis jest na razie jedną z rewelacją sezonu, ale oprócz niego coraz więcej szans dostają Chris Boucher (zwłaszcza pod nieobecność Gasola), Matt Thomas czy Malcolm Miller.

Trener Nurse robi kawał dobrej roboty ze swoimi graczami,dlatego odejście Leonarda i Greena przebiega tak bezboleśnie.

Trenerski geniusz

Właśnie, nie można mówić o sukcesach Dinozaurów bez osoby coacha Nicka Nursa. Kandydat do statuetki Coach of the Year bez dwóch zdań jest kluczową postacią w Toronto i bez niego tych sukcesów mogłoby nie być.

Pierwszym aspektem, który czyni z niego tak świetnego trenera, jest umiejętność wykrzesania najlepszych umiejętności ze swoich graczy. Każdy zawodnik w składzie ma swoją jasno określoną rolę, w której czuje się komfortowo i dzięki temu, co wieczór daje z siebie 100%.

Jest to niezwykle ważne, aby zbudować więź z zawodnikami, w taki sposób, żeby uwierzyli oni w myśl trenerską. Nurse robi to kapitalnie i widać, że zawodnicy chcą dla niego grać. Wiedzą, co mają robić na parkiecie i tworzą drużynę przez duże „D”. To uczucie komfortu u każdego z nich powoduje,budowanie chemii zespołowej, która czasem jest nawet ważniejsza niż pomysły taktyczne.

Nie sposób jednak pominąć zmysłu taktycznego trenera Raptors. Podczas poprzedniego sezonu, atak pozycyjny był bardzo mocno nastawiony na „hero ball” Leonarda. Spora ilość izolacji powodowała mały ruch piłki i stagnacje w ataku. Oczywiście geniusz ofensywny Finals MVP jest niepodważalny, dlatego był w stanie często w pojedynkę przesądzać o wyniku meczów.

W tym sezonie mamy do czynienia z zupełnie nową jakością ofensywy. Mamy piękny ball movement, a akcje są niezwykle zespołowe i piękne do oglądania. Każdy z zawodników jest świetnie ustawiony i nawet gdy nie ma skutecznego rzutu za trzy punkty, jak np. Hollis- Jefferson, to potrafi idealnie odnajdywać się w ataku, wykorzystując ścięcia w odpowiednim czasie.

Co zaskakujące Siakam gra jeszcze więcej izolacji niż Leonard przed rokiem. Jednak te zagrania diametralnie różnią się od siebie.Leonard zwykle potrzebował kilku kozłów, aby ustawić sobie obrońcę i wykonać swój zabójczy manewr. Natomiast Kameruńczyk zwykle używa 1-2 kozłów, aby minąć swojego rywala i zaatakować kosz w stylu Antetokounmpo, przez co atak nie traci płynności.

Widać, że Nurse wypracował automatyzmy w grze Toronto i zawodnicy często grają ze sobą w ciemno. Można zauważyć, jak dużo radości sprawia im podanie do lepiej otwartego kolegi. Grają bardzo inteligentnie i jeśli komuś danego dnia idzie to po prostu „dokarmiają” go piłką. A to jest oznaka dużej mądrości zespołowej.

Obronią tytuł?

Jak widać, Toronto ma wiele atutów w walce o mistrzostwo NBA i wcale nie są gorszą drużyną niż przed rokiem. Ich obrona będzie postrachem w potencjalnej serii playoffs, a mądry i zbilansowany atak niezwykle ciężki do odczytania, ponieważ nie będzie można ustawiać obrony tylko pod jednego zawodnika.

Czy jednak nie zabraknie im gwiazdorskich umiejętności Kawhi Leonarda w kluczowych momentach?

Uważam, że może się tak stać, ale osobiście liczę, że Raptors będą pierwszą drużyną od czasów 2004 Pistons, która będzie w stanie sięgnąć po mistrzostwo bez gracza z top 10 ligi.

Geniusz trenerski Nursa i doświadczenie zawodników w grze o najwyższe laury daje nam pewność, że Raptors będą bardzo wymagającym przeciwnikiem dla każdego. Nie zdziwię się, jeśli znów zaskoczą Bucks w serii i to oni zameldują się w NBA Finals. A tam, jeśli zdrowie dopisze, wszystko może się zdarzyć!


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *